18.05.2012

Historia Świerczowa

 ZARYS HISTORII ŚWIERCZOWA

Fragmenty publikacji
BIBLIOTECZKA „WSPÓLNOTY SERCA" 
ŚWIERCZÓW SZKICE Z DZIEJÓW WSI 
pod red. ks. Sławomira Zycha




  
  Świerczów, wzmiankowany po raz pierwszy w 1581 r.,  w swych dziejach pojawił się w kilku publikacjach o charakterze przyczynkarskim. W 2. poł. XIX w. pojawił się krótki zarys miejscowości w „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich". Ponadto na łamach „Przeglądu Kolbuszowskiego" opublikowano artykuł świerczowianina M. Drżała „Historia mojej miejscowości - Świerczów". Krótkiego zarysu swych dziejów doczekała się również nieistniejąca obecnie Szkoła Podstawowa, a działające na terenie miejscowości Koło Łowieckie „Darz Bór" swej monografii.

Informacje zamieszczone w niniejszym poście obejmują m.in. zagadnienia związane z położeniem i walorami przyrodniczymi oraz dziejami miejscowości. Ważne miejsce zajmuje również artykuł o kościelnej przeszłości Świerczowa. Wspomnienia z lat II wojny światowej, a zwłaszcza z pobytu w obozie „Baudienst 3/105" są dopełnieniem „Krótkiego zarysu dziejów Świerczowa". 


Charakterystyka Przyrodnicza Wsi Świerczów 
 Położenie

    Świerczów leży zgodnie z podziałem fizyczno - geograficznym w prowincji Zewnętrznych Karpat, makroregionie - Kotlinie Sandomierskiej i mezoregionie -   Płaskowyżu Kolbuszowskim. Położenie geograficzne wpływa zna­cząco na środowisko przyrodnicze. Mezoregion jest obszarem przejściowym między nizinami, a górami i znajduje się we wschodniej części Europy. Dzięki temu mimo małego zróżnicowania orograficznego, mamy tutaj duże bogac­two przyrodnicze. Występowanie tylko pojedynczych przedstawicieli oce­anicznej, północnej, południowej i południowo-wschodniej flory i fauny wpły­wa w dużej mierze na atrakcyjność terenu. Świerczów znajduje się w środ­kowej części Płaskowyżu Kolbuszowskiego, co także oddziałuje znacząco na jego specyfikę.

Charakterystyka terenu
    Świerczów leży na utworach pozostawionych przez zlodowacenie kra­kowskie, przecięte doliną rzeczną. Północno-zachodnią część wsi budują osa­dy moreny dennej, składające się z glin pylastych i piaszczystych oraz pia­sków gliniastych. Pozostawiło ono również pojedynczo porozrzucane głazy barwy różowej. Teren ten jest łagodnie pofalowany, gdzie między wzniesie­niami znajdują się płytkie niecki. Gleby wytworzone z tych utworów są śred­nio żyzne i porośnięte przez lasy. Osady lodowcowe leżą na iłach krakowieckich, które wcześniej w wyniku wysychania morza pokryły ten obszar. Znajdują się one na różnych głębokościach od kilku do kilkudziesięciu me­trów i mają miąższość od 600 do 1000 metrów. Ważną cechą dla tego terenu jest obecność doliny rzecznej przebiegającej przez południową, środkową i północno-wschodnią część wsi. Jest ona płaskodenna o szerokości od 300-700 metrów o dość wyraźnych zboczach wysokości około 1-3 metrów ponad średni stan wody. Dzięki przeprowadzonej regulacji rzeki, prowadzi się w dolinie głównie gospodarkę łąkową, a obrzeża porasta las. Wykształciły się tutaj głównie mady rzeczne. Płyną nią wody zgromadzone w korycie rzeki Świerczówki. Nazwa jej pochodzi od wsi przez którą przepływa. Wykorzy­stywana jest przede wszystkim w rolnictwie oraz rekreacji miejscowej i oko­licznej ludności. Często po długotrwałych opadach opuszcza ona swoje ko­ryto i zalewa dużą część doliny. Efektem jest podtapianie gospodarstw znaj­dujących się w pobliżu rzeki. Swierczówka i Nil łączą się za Świerczowem w okolicy Dubasu tworząc następnie rze­kę Przyrwę. Wody gruntowe o swobod­nym zwierciadle występują w utwo­rach piaszczystych doliny rzecznej. Zasilane są one przez infiltrujące wody opadowe i wody rzek o poziomie znaj­dującym się na głębokości od 0,6-2,0 metrów. Poziom tych wód zależy od in­tensywności i długotrwałości opadów atmosferycznych. Odznaczają się one małą wydajnością dochodzącą do okre­sowych zaników. Obszar drugi nie sta­nowiący tutaj większego znaczenia, obejmują fragmenty wierzchowin zbu­dowane z osadów piaszczystych. Tu wody te znajdują się na głębokości od 1,0-8,5 metra i zasilane są przez infiltrujące wody opadowe. Na terenie wsi Świerczów nie pozyskuje się żadnych surowców mineralnych.

Zwierzęta

    Świat zwierzęcy wsi Świerczów jest dość bogaty i interesujący. Duży wpływ na różnorodność gatunkową ma występująca tutaj rzeka. Dostarcza ona duże ilości pokarmu i niezbędnej do życia wody Sąsiadujący las umoż­liwia znalezienie wielu miejsc schronienia, bytowania i rozwoju. Istotną cechą jest występowanie jednego zwartego kompleksu leśnego wpływa­jącego na obecność zwierząt lubiących większe ostępy leśne.
Największym przedstawicielem ssaków odwiedzających jeszcze w la­tach 80-tych lasy tego terenu był łoś. Nigdy on na tym terenie nie występo­wał stale. Jedynie w czasie migracji można było jego tutaj spotkać. W ostatnich latach nie był tutaj widzia­ny, co wiąże się na pewno ze spadkiem ilości osobników tego gatunku w kra­ju. Mniejszym przedstawicielem jest jeleń. Występuje on tutaj stale, jednak liczba osobników jest niewielka. Jest to gatunek bytujący na bardzo dużym obszarze co wiąże się z dużą rozpiętością ilościową osobników w różnym czasie. Maksymalnie można tutaj spotkać do około 7 sztuk jeleni. Następnym gatunkiem zwierząt występującym pospolicie jest sarna. Bytuje ona zwykle w sąsiedztwie pól, łąk i w lesie w pobliżu polan i zrębów. Najbardziej niepokojący jest fakt niszczenia popula­cji saren przez wałęsające się psy i kłusowników szczególnie w okresie je­sienno-zimowym. W tutejszych lasach i sąsiadujących z nimi polach można spotkać dziki lub zobaczyć ślady ich żerowania. Ich liczba na tym obszarze jest zmienna i zależy głównie od urodzaju żołędzi. Dość pospolicie występuje lis, który czasami lubi odwiedzić przydomowe gospodarstwa. Ich wahania ilościowe są zależne od wystąpienia epidemii wścieklizny. Czasami można spotkać prowadzącą nocny tryb życia kunę leśną, a w pobliżu domostw kunę domową. Występują też łasice, gronostaje i tchórze. Dość częstymi gośćmi dostrzeganymi przez człowieka dzięki powodowanymi przez nich szkodami są gryzonie. Należą do nich myszy, szczury, nornice i karczowniki ziemno­wodne. W rzece i stawach mieszkają piżmaki. Na polach, łąkach i lasach spo­tkać można ozdobę krajobrazu wiejskiego zająca szaraka. Z ssaków oprócz wymienionych występuje: jeż wschodni, kret, ryjówki, nocek duży, gacek wielkouch, wiewiórka i orzesznica
    Spośród ptaków występujących w Świerczowie na uwagę zasługuje: ja­strząb gołębiarz, myszołów zwyczajny, kruk, bocian biały, bocian czarny, bażant, kuropatwa, grzywacz, kukułka, sowa uszata, puszczyk, dzięcioł czar­ny, dzięcioł duży, skowronek polny i kopciuszek. Na terenie wsi występuje jedno gniazdo bociana białego, z którego corocznie wyprowadzane są mło­de. Są dwa gniazda stroniące od ludzi bociana czarnego. Jednak nie co roku są one zasiedlane i po zasiedleniu nie zawsze wyprowadzane jest młode pokolenie. Na początku lat 90-tych były często spotykane i to nawet w po­bliżu mostu przy drodze z Mielca do Kolbuszowej.
    Gady reprezentowane są przez jaszczurkę zwinkę, jaszczurkę żyworodną, padalca, zaskrońca zwyczajnego i żmiję zygzakowatą. Żmija zygzakowata jest bardzo cennym gatunkiem w ekosystemach leśnych. Żywi się ona również gryzoniami (myszy, nornice) przez co ogranicza ich ilość. Dlatego więc nie wolno niszczyć żadnych węży nawet ja­dowitych żmii. Mogą one jedynie uką­sić dopiero po ich nadepnięciu w niskich butach. Natomiast spośród płazów wy­stępują: kumak nizinny, ropucha szara i rzekotka drzewna. Na uwagę zasługują raki występu­jące w rzece Swierczówka.

Rośliny

    Powszechnie w Świerczowie domi­nują lasy mieszane łączące w sobie ce­chy lasów liściastych i iglastych. Zaj­mują one gleby żyźniejsze wykształco­ne na piaskach gliniastych, glinach i utworach pyłowych, które nie uległy erozji wietrznej. Lasy takie buduje so­sna oraz dąb. W domieszce występuje brzoza brodawkowata, buk zwyczajny, jodła pospolita i topola osika. W runie występują gatunki charakterystyczne dla tych drzewostanów. Obficie spotkać można borówkę czarną, której owoce są chętnie zbierane przez ludność. Na przełomie lipca i sierpnia pojawiają się łany pięknie żółto kwitnących kwiatów pszeńca zwyczajnego. Ozdobę lasu we wrześniu stanowią kwiaty wrzosu po­spolitego, rosnącej pospolicie paproci orlicy pospolitej oraz kwiaty przetacz-nika leśnego, jastrzębca sabaudzkiego i leśnego. W pobliżu rzeki można spo­tkać w runie gatunki charakterystycz­ne dla grądów. Przykładami mogą być zawilec gajowy, kopytnik pospolity i gajowiec żółty.
Wzdłuż rzeki i w rejonach mniej­szych cieków, w których nie dało się pro­wadzić gospodarki rolnej występują pła­ty olsu. Warstwę drzew tworzy olsza czarna z domieszką świerka i jesiona. W runie występuje pokrzywa zwyczaj­na, kosaciec żółty i ziarnopłon wiosen­ny. Wiosną ozdabiają taki las kwiaty knieci błotnej powszechnie nazywanej kaczyńcami oraz niewielka śledzienica skrętolistna i ciekawe kwiaty lepiężni-ka różowego. Można również tutaj spo­tkać wspinający się po drzewach chmiel zwyczajny. Spośród krzewów występu­je licznie porzeczka czarna oraz w mniejszej ilości bez koralowy.
    Z grupy półnaturalnych zbiorowisk nieleśnych zajmujących obszar wzdłuż rzeki są łąki ostrożeniowe, trzęślicowe i sitowe.
    Dość rozpowszechnione są zbiorowiska roślinne chwastów polnych to­warzyszących uprawom rolnym. Należy do nich wyka czteronasienna, chło-dek drobny, czerwiec roczny, chwastnica jednostronna, włośnica sina, ja­snota różowa i przetacznik lśniący. Pola uprawne z tymi roślinami znajdują się głównie w południowej, wschodniej i północno-wschodniej części wsi.
    W związku z występującymi kilkoma wymienionymi wyżej zbiorowiska­mi roślinnymi na terenie wsi Świerczów można spotkać wiele roślin. Z drze­wiastych oprócz wymienionych występuje czereśnia ptasia, klon jawor i pospolity, wiąz górski, lipa drobnolistna i szerokolistna. Krzewy reprezen­towane są jeszcze przez trzmielinę zwyczajną, śliwę tarninę, kruszynę po­spolitą i wawrzynka wilczełyko. Wśród runa zasługuje na uwagę występo­wanie długosza królewskiego, narecznicy krótkoostnej, wietlicy samiczej, storczyka szerokolistnego, bluszcza pospolitego, bagna zwyczajnego, kon­walii majowej, kopytnika pospolitego, wełnianki szerokolistnej, kosaćca żółtego, konwalijki dwulistnej, wilczomlecza migdałolistnego, szczawika za­jęczego i wielu innych.

Grzyby

    W Świerczowie jak i na całej Ziemi istnieje olbrzymia liczba gatunków grzybów. Bez współpracy drzew i grzybów las nie mógłby istnieć. Niestety wiele tysięcy gatunków nie możemy zobaczyć, widzieć, zbierać i smakować. Można jedynie owocniki grzybów podstawczaków nie mających trujących toksyn. Występuje tutaj wiele gatunków borowików, podgrzybków, maśla­ki, kozaki, opieńki, pieczarki, kanie oraz muchomory i purchawki. Zbiera się tylko grzyby znane sobie i tylko sobie. Niestety coraz częściej ludzie niszczą grzyby nie przydatne w konsumpcji. Nie zdają sobie sprawy, że wy­rządzają straszną krzywdę lasom. Większość wsi Świerczów leży w Mielecko - Kolbuszowsko - Głogowskim Obszarze Chronionego Krajobrazu, największym na Płaskowyżu Kolbuszowskim, bo obejmującym powierzchnię 50512 ha. Jego wschodnia granica prze­biega właśnie drogą ze Świerczowa przez wieś w kierunku kościoła parafii św. Brata Alberta. Większość terenu wsi została objęta tą formą ochrony ze względu na jej  cenne walory przyrodnicze. Powołanie takiej formy pozwala na zwrócenie uwagi przez turystów na miejscowe atrakcje przyrodnicze bez potrzeby dłuższego podróżowania. Informuje nas, że mimo niewielkiego zróż­nicowania orograficznego, braku większej ilości wody, powoduje zwykle więk­szy napływ turystów, można tu wiele więcej zobaczyć. Zabezpiecza również przyrodę tego terenu przed ewentualnym otwieraniem zakładów przemy­słowych, większych ferm i hodowli uciążliwych dla środowiska.
    Następną formą ochrony występującą na obszarze wsi są użytki ekolo­giczne. Chronią one pozostałości ekosystemów mających znaczenie dla za­chowania unikatowych zasobów genowych i typów środowisk, jak: natural­ne zbiorniki wodne, śródpolne i śródleśne „oczka wodne", kępy drzew i krze­wów, torfowiska, bagna, płaty nie użytkowanej roślinności, starorzecza itp. Użytki ekologiczne stosowane są tylko na szczeblu lokalnym i regionalnym służąc ochronie różnorodności genetycznej. Takie miejsca zostają wyłączo­ne z działalności człowieka. W Świerczowie za użytek ekologiczny uznano podmokłą łąkę. Występuje na niej wiele gatunków roślin, a do najciekaw­szych należy storczyk. Na głębokości około 1,0 metra znajduje się niewiel­kie złoże rud darniowych.
    Najstarszą formą ochrony są Pomniki Przyrody. Można uznać za nie po­jedyncze twory przyrody, wyróżniające się spośród innych indywidualnymi cechami. Zaliczyć tutaj możemy m.in. sędziwe drzewa i krzewy, wodospady, skały, głazy, jaskinie i stanowiska roślin. W Świerczowie występuje jeden Pomnik Przyrody oznaczony specjalną tabliczką. Jest to sędziwe drzewo dąb szypułkowy o obwodzie na wysokości 1,3 metra wynosi 535 cm, wysoko­ści 26 metrów i wieku około 340 lat. Znajduje się on obok budynku Nadle­śnictwa Kolbuszowa w Świerczowie. Niestety wymaga on stałej opieki kon­serwatorskiej.
    W Świerczowie występuje też kilka roślin chronionych. Dość rzadko spo­tykany i rosnący pojedynczo jest wawrzynek wilczełyko. Jest to krzew kwit­nący wczesną wiosną zwykle przed innymi kwiatami. Kwitnie różowo przed rozwojem liści, które zrzucane są na zimę. Jako wcześnie kwitnąca roślina jest często niszczona przez ludzi. Bluszcz pospolity występuje dość często. Jednak jest brak starszych osobników kwitnących. Długosz królewski wy­stępuje tylko na jednym stanowisku liczącym cztery osobniki. Jest on pięk­ną paprocią dorastającą do dwóch metrów wysokości i wykształcającą cie­kawy kłos zarodnionośny. Storczyk szerokolistny rośnie tylko na jednym stanowisku i liczy niewielką liczbę osobników. Oprócz roślin objętych całko­witą ochroną występują rośliny częściowo chronione. Pozyskiwanie ich lub tylko pewnych części może odbywać się tylko za zgodą nadleśniczego. Zali­czymy do nich spotykaną w mokrych olsach dość licznie porzeczkę czarną oraz rosnącą na wielu stanowiskach kruszynę pospolitą. Tereny torfowi­skowe porasta bagno zwyczajne. W runie występuje kopytnik pospolity, mający nerkowate i błyszczące liście. Rzadko spotykana jest konwalia ma­jowa, która bardzo często jest niszczona dla celów handlowych.

    Lista zwierząt chronionych jest bardzo długa i wymienianie ich wszyst­kich zajęłoby wiele miejsca. Do najciekawszych należą:
 jeż, kret, ryjówki, gacek wielkouch, wiewiórka, orzesznica, gronostaj, łasica, bociany biały i czarny, jastrząb, kruk, sroka, jastrząb, myszołów, kukułka, sowa uszata, dzięcioły, wszystkie płazy i gady.

KRÓTKI ZARYS DZIEJÓW ŚWIERCZOWA


    Pierwsza wzmianka o Świerczowie pochodzi z 1581 r. Zawierają rejestr pobo­rowy województwa sandomierskiego. Wtedy to właściciel wsi Stanisław Tarnow­ski płacił podatek od 7 zagród i 3 komorników z bydłem. Miejscowość w owym czasie liczy 30 mieszkańców. Wieś ta otoczona była od zachodu i północy borem sosnowym, od południa i wschodu moczarami. Była osadą typu zagrodniczego (za­groda liczyła ok. 12 morgów).
    W latach ok. 1560 - 1585 r. właścicielami wsi byli Tarnowscy. W 1585 r. wieś przeszła w ręce Mieleckich. Od 1616 r. wraz z całą majętnością kolbuszowską sta­nowiła własność Lubomirskich. W1. poł. XVIII w. osada ta należała do Marianny z Lubomirskich (siostry Aleksandra Lubomirskiego) i jej męża Pawła Karola San­guszki. Po Sanguszkach osadę przejął w posiadanie Jerzy Marcin Lubomirski. Kie­dy jego córka - Franciszka z Lubomirskich w 1791 r. wyszła za mąż za Jerzego Tyszkiewicza z Litwy, wniosła Świerczów do majątku męża jako posag. Od tego momentu wieś należała do Tyszkiewiczów, formalnie aż do roku 1944.
    W Polsce przedrozbiorowej Świerczów znajdował się w granicach województwa sandomierskiego i powiatu pilzneńskiego. W wyniku pierwszego rozbioru Rzeczy­pospolitej, tereny położone w widłach Wisły i Sanu, obejmujące cały powiat pilzneński, poważną część powiatu sandomierskiego, oraz drobną część powiatu wiślickiego znalazły się pod panowaniem austriackim. Zniesiono województwo i urząd kasztela­nów, a cały kraj podzielono na 6 cyrkułów. Świerczów wszedł w skład cyrkułu pilzneń­skiego z siedzibą w Rzeszowie.
    W roku 1799 Świerczów liczył 29 domy, w tym rodzin chrześcijańskich było 45, żydowskich 1, liczba mieszkańców wynosiła 203 osoby. Dokładnie 100 lat później wieś miała 56 domostw, 324 mieszkańców, w tym 314 katolickich, i 10 żydowskich. Posiadłość większa mia­ła karczmę, tartak i folwark, a jej po­wierzchnia wynosiła 115 morgów roli, 82 łąk, 133 pastwisk, 466 lasu, 7 morgów,stawowi moczarów: ogółem 755 morgów. Opłaty z tytułu podatku gruntowego wynosiły 155,46 złr, a domowego 9,50 złr. Mniejsza posiadłość miała 344 morgi roli, 84 łąk, 43 pastwisk i jedną morgę f^f Karol Lubomirski, właściciel lasu. Od XV m w. do  początków obecnego   Świerczowa w latach 1676 – 1702 stulecia nurt rzeki Świerczówki był przegrodzony długą groblą tworzącą dwunastomorgowy staw przy której pracował duży tartak wodny.
    Pod koniec XIX w. w Świerczowie rozwinął się samo­rząd. W tym okresie powstała szkoła i Straż Ogniowa. Przed I wojną światową mieszkańcy przystąpili do bu­dowy nowej szkoły. W kwietniu 1917 r. podczas pożaru wsi ogień strawił budynek szkolny. Na przełomie XIX i XX w. tereny wokół Świerczówki zostały osuszone. W pracach melioracyjnych brał udział Władysław Sikorski, późniejszy premier i wódz Polskich Sił Zbrojnych na Za­chodzie, który zginął tragicznie 4 lipca 1943 r.
    Po odzyskaniu niepodległości wieś wchodziła w skład województwa lwowskiego i powiatu kolbuszow­skiego. W czasie II wojny światowej w Świerczowie obok kapliczki św. Jana Nepomucena Niemcy zało­żyli obóz pracy przymusowej dla młodocianych (Bau­dienst). Młodzi ludzie byli tam trzymani pod wiel­kim rygorem i nadzorem policyjnym. Ubrani byli w ciemnoniebieskie pasiaki i okrągłe czapki bez daszka. Zawiązała się tam ko­mórka AK - „Baudienst" która wraz z AK - „Kefir" z Kolbuszowej w lipcu 1944 r.zlikwidowała niemieckiego szefa obozu.
    Nadmienić należy, że w okresie okupacji zginęły w obozie koncentracyj­nym w Oświęcimiu dwie Świerczowianki:

- Maria Widuchowska z domu Partyka, urodzona ok. 1915 r. w Świerczo­wie, żona kolbuszowskiego ślusarza, matka trojga dzieci, którą zabrano zulicy w styczniu 1943 r. i wywieziono w grupie kolbuszowianek do Oświęcimia-Brzezinki, gdzie wkrótce zmarła.

- Anna Partyka urodzona ok. 1915 r. w Świerczowie, która pracowała w Kolbuszowej jako pomoc domowa i zabrana w stycz­niu 1943 r. z inicjatywy Włodzimierza Halickiego (czołowego pracownika granatowej policji, który prze­szedł na całkowitą kolaborację z Niemcami) i wy­wieziona do obozu w Oświęcimiu, wkrótce zmarła.

    Do godnych uwagi zabytków Świerczowa należy drewniana leśniczówka konstrukcji zrębowej z roku 1763 w rzucie prostokąta z przybudówką z roku 1850, z gankami z przodu i z tyłu w typie dworku.

Z KOŚCIELNYCH DZIEJÓW ŚWIERCZOWA

    Początki dziejów Świerczowa powiązane są z parafią w Rzochowie. Parafia ta w XVI w. wchodziła w skład diecezji krakowskiej. Należy jednak przypuszczać, że mieszkańcy Świerczowa korzystali z posługi duszpasterskiej w niedalekiej Kol­buszowej. Jak podaje „Liber retaxationum" diecezji krakowskiej, w 1529 r. Kolbu­szowa posiadała wówczas kościół, którego rektorem był ks. Mikołaj z Rzochowa. Duszpasterzował on wśród mieszkańców Kolbuszowej i Werynii. Prawnie kościół był filią parafii rzochowskiej.
    Około połowy XVI w. na teren parafii zaczęła docierać reformacja. Protokół wizytacji kanonicznej parafii Rzochów z 1565 r. zawiera informację, że ówczesny kolator Jan Tarnowski przyjął kalwinizm i wypędził duchownych katolickich z parafii znajdujących się w jego dobrach. Ponadto zakazał on sprawowania liturgii rektorowi kościoła w Kolbuszowej ks. Janowi. Wydaje się jednak, że pojawienie się kalwinizmu na terenie parafii Rzochów było jedynie epizodem.
    W 1640 r. Kolbuszowa uzyskała samodzielną parafię. Od tego roku rozpoczęto prowadzenie ksiąg metrykalnych wg po­stanowień soboru trydenckiego. W skład parafii wszedł również Świerczów. Pod koniec XVIII w. okręg parafialny obejmo­wał miasto Kolbuszowę i 13 wsi: Buko­wiec, Brzezówkę, Domatków, Hutę Przed­borską, Kolbuszowę Dolną, Kolbuszowę Górną, Kupno, Nową Wieś, Poręby Ku-pieńskie, Przedbórz, Świerczów, Werynię i Wolę Domatkowską. Stan ten utrzy­mał się aż do dwudziestolecia między­wojennego. Pod koniec XVIII w. parafia kolbuszowska liczyła ponad 5300 wier­nych. W 1758 r. biskup krakowski Sta­nisław Załuski podniósł ją do godności prepozytury.
    Należy przypuszczać, że świerczowianie brali udział w życiu parafii angażując się w działalność bractw: różańcowego oraz św. Anny. Bractwa te zostały znie­sione przez tzw. reformy józefińskie. Po­nowne ożywienie życia religijnego w pa­rafii kolbuszowskiej przypada na dwu­dziestolecie międzywojenne.
    Wtedy to świerczowianie brali aktywny udział w działalności parafialnego oddziału Akcji Katolickiej, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i in. Wielu z nich należało do III Zakonu św. Franciszka. Na mocy de­kretu ks. bpa Kazimierza Górnego, ordy­nariusza diecezji rzeszowskiej, od 24 VIII 1996 r. Świerczów należy do parafii pw. św. Brata Alberta w Kolbuszowej. Rów­nież obecnie mieszkańcy Świerczowa bio­rą udział w działalności ruchów i stowa­rzyszeń tej parafii.
    Miarą życia religijnego danej miejsco­wości oraz są powołania do służby Bogu w stanie kapłańskim lub w zgromadze­niu zakonnym. Ze Świerczowa pochodzą cztery siostry zakonne pracujące w Zgromadzeniu Apostolskim Sióstr Służebni­czek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej (siostry służebniczki Staro­wiejskie):

s. Anna Cisło (imię zakonne Zuzanna), ur. w 1925 r., do zakonu wstąpiła w 1945r. Obecnie pracuje w ochronce w Korczynie k/Krosna.
s. Cisło (imię zakonne Leoncja), ur. w 1922 r., do zakonu wstąpiła w 1940 r. Obecnie przebywa w domu zakonnym w Starej Wsi k/Brzozowa.
s. Genowefo Czachor (imię zakonne Apolinara), ur. w 1928 r., do zakonu wstą­piła w 1958 r. Obecnie pracuje jako pielęgniarka w Orzechówce.
s. Wiktoria Czachor (imię zakonne Ksawera), ur. w 1923 r., do zakonu wstąpiła w 1940 r. Obecnie przebywa w Atlantic City (USA), pracuje w pensjonacie jako pielęgniarka.


    W związku z tym że Świerczów nie był wsią, w której znajduje się kościół, ważną rolę w życiu religijnym jego mieszkańców odgrywał krzyż i kapliczki przy­drożne. Wokół nich koncentrowało się życie religijne wioski, przed nimi odśpiewywano w maju litanię loretńską, a w październiku odmawiano różaniec. Na terenie Świerczowa znajduje się obecnie jeden krzyż i cztery kapliczki przydrożne:

 Krzyż przydrożny zlokalizowany jest przy szosie wiodącej do Kosów wzniesiono go prawdopodobnie w XIX w. W okresie międzywojennym uległ on zniszczeniu i na jego miejscu postawiono obecny.
Kapliczka św. Jana Nepomucena została wzniesiona w 1. poł. XIX w. Wtedy to kapliczka znajdowała się nad stawem (założonym w XVIII w, przestał on istnieć na początku obecnego stulecia). Fakt lokalizacji kapliczki nad zbiorni­kiem wodnym potwierdza miejscowa tradycja, która mówi, że posąg Św. Jana „przy­niosła woda". Figurę znaleziono na jednej z łąk i umieszczono go w kapliczce. Wy­darzenie to mogło mieć miejsce, ponieważ, kapliczki ku czci Św. Jana budowano w pobliżu zbiorników wodnych, był bowiem czczony jako patron mostów i orędownik chroniący przed powodzią. Mogło więc się zdarzyć, że wezbrane na wskutek powo­dzi wody Świerczówki zniszczyły kaplicz­kę znajdującą się w górnym biegu rzeki i przyniosły figurę na teren Świerczowa.
Kapliczka obok domu pp. Kusików została zbudowana w 1929 r. Ufundował ją miej­scowy     gospodarz Józef Stobierski.
Kapliczka obok budynku dawnej Szkoły Podstawowej. Jej początki sięgają lat 1911 - 1912. Wtedy to Stanisław Stobierski wzniósł murowaną kapliczkę z cegły piaskowo -cementowej. Wieńczył ją duży krzyż z pasyjką oraz dwa mniejsze. Posiadała ona wnękę na ob­raz oraz półkę na kwiaty. Z biegiem lat korzenie drzew rosnących obok kapliczki uszkodziły jej fundamenty. Pod koniec lat 70-tych była ona zniszczona w 80 %. Dzieła odbudowy kapliczki podjął się Bogdan Starzak. Po konsultacji z ks. prałatem Marianem Jachowiczem, ówczesnym proboszczem parafii farnej w Kolbuszowej, postanowiono rozebrać zniszczony obiekt i wybudować nowy. Projekt obecnej kapliczki opracował Starzak, natomiast prace murarskie wykonał Stanisław Maciąg z Mechowca. Okna i drzwi wykonał miej­scowy kowal Edward Terlaga. Nową kapliczkę wzniesiono w latach 80-tych. Jej wystrój pochodzi z czasów współczesnych. Na szczególną uwagę zasługuje pocho­dzący z dawnej kapliczki metalowy krzyż sprzed I wojny światowej umieszczony we wnętrzu.
Kapliczka Matki Bożej na terenie szkółki leśnej. Wzniesiono ją w 1998 r. z fundacji świerczowskich leśników. Poświęcił ją dziekan kolbuszowski ks. pra­łat Stanisław Wójcik w tym samym roku.


WSPOMNIENIA Z LAT II WOJNY ŚWIATOWEJ

Byłem zaledwie kilkuletnim chłopcem, kiedy wybuchła wojna. Jednak dobrze pamiętam tamten okrutny czas i straszliwe spustoszenia, ciągłe ucieczki, niegasnące pożary, strzały z karabinów, rozpacz ludzi i nasz płacz: dzieci, które za wcześnie musiały dojrzeć i dorosnąć. Szybko zrozumieliśmy, że sielski okres dzieciństwa skończył się dla nas na zawsze.
Pamiętam dokładnie twarze żołnierzy niemieckich, którzy nieoczekiwanie wpadli do na­szej szkoły (bo mimo, że była wojna, uczyliśmy się), przyglądali się nam z nienawiścią i wy­krzykiwali ciągle to samo pytanie, który z nas jest Żydem. Dobrze już wtedy wiedziałem, co znaczyło być Żydem i co z takimi ludźmi robiono. W szkołę głównie były zajęcia praktyczne, niewiele uczyliśmy się pisać i czytać. Głównie wykonywaliśmy prace fizyczne. W domu też nie było czasu na naukę. Trzeba było pomagać rodzicom. Nas w domu było sześcioro rodzeństwa. Najmłodsza siostra i brat byli jeszcze zbyt mali, by cokolwiek robić. Ale pozostała czwórka musiała bardzo ciężko pracować. Latem więc pasałem krowy, pomagałam przy żniwach. Oj­ciec wczesnym rankiem dawał mi sierp i szło się na cały dzień żąć zboże. Plecy potem bolały niemiłosiernie. Ale nikt się nade mną nie użalał. I tak było każdego dnia. Zimą też nie było wytchnienia. A zimy wówczas były nie takie jak dzisiaj. Mróz przez kilka miesięcy dochodził do - 30°C . Musiałem więc chodzić do pobliskiego lasu i zbierać drewno na opał. Niewiele tego
 Mężczyźni ci pracowali głównie przy naprawie i budowie dróg, a także przy wyrębie lasu. Obozem zarządzał niemiecki in­spektor, którego -jak się potem dowiedziałem - zabili polscy partyzanci. Widziałem tę śmierć, widziałem tego człowieka leżącego na podłodze. Wybiegłem stamtąd tak szybko jak tylko mo­głem. Biegłem i biegłem jakbym przed kimś uciekał. Wydawało mi się wtedy, że mogę przed tym uciec. Ale się myliłem. przynosiłem, bo cóż taki mały chłopiec, jak ja, mógł udźwignąć. Pracowałem także w gospodarstwie przy krowach i koniach. Gdy wraca­łem umęczony i zmarznięty do domu, marzyłem tylko, żeby się napić ciepłej herbaty. Amoże mama da choć trochę sacharyny do herbaty? myślałem. Bo ojciec, jako budowniczy, pracowału Niemców. Miał tzw. kartę żywnościową, na którą czasami dostawał także i sacharynę.A potem był czas, że przestaliśmy chodzić do szkoły, bo zamieniono naszą szkołę na szpi­tal wojskowy dla żołnierzy radzieckich. Pamię­tam ciągnące przez naszą wieś tabuny wozów z rannymi żołnierzami. Tych, którzy nie przeżyli, grzebano w pobliskim lasku. Dowiedziałem się potem, że przeniesiono ich na wielki cmentarz wojskowy w niedalekim Majdanie Królewskim. Mieliśmy jeszcze sposobność spotkać się z ra­dzieckimi żołnierzami, kiedy stacjonowali w le­sie świerczowskim. Były to ostatnie lata wojny. W okolicznych domach mieszkali oficerowie, a w naszym domu mieszkał i nocował sam gene­rał. Ale nie mieliśmy przez to żadnych przywilejów, wręcz przeciwnie. Nie wolno nam było wchodzić do tego pokoju. Spaliśmy w kuchni. Cały czas trzeba było być bardzo cicho, nie można było nawet głośniej rozmawiać.
Ktoś powiedział kiedyś, że: „Wspomnienia są jak perły, jest w nich coś z łez i diamentów" I miał rację. Ale moje wspomnienia z tamtego okresu to głównie: łzy. Ciągły strach mój, ro­dzeństwa, rodziców i wszystkich mieszkańców wsi, że znów przyjdą niemieccy żołnierze, za­biorą ostatnią kromkę chleba. A przecież przez wszystkie łata wojny trzeba było, najpierw Niemcom potem Rosjanom, obowiązkowo oddawać swoje ciężko zapracowane produkty, jak: zboże, ziemniaki, wyhodowane zwierzęta: konie, kury.
I ta ciągła gotowość do ucieczki, bo zbliża się front, bo nadchodzą żołnierze, bo będzie bombardowanie i ukrywanie się po lasach, po okolicznych wioskach. A potem był niepewny powrót do swoich miejsc, do swoich domów. Pamiętam szczególnie jedno takie bombardowa­nie. Niemcy wypuszczali rakiety, podobno V-2, i części dwóch z nich spadły niedaleko naszego domu. Co się wtedy działo! Mnóstwo niemieckich żołnierzy przyjechało na to miejsce i znów rozpoczęła się kanonada. Wszystkie te pozostałe fragmenty wysadzili w powietrze. Przez mo­ment wydawało się, jakby niebo stanęło w płomieniach.
Czasami zdarzało mi się usłyszeć rozmowy starszych. Mówili, że idzie armia radziec­ka, a w ślad za nią wyzwolenie. Kiedy mówili te słowa, wyczuwałem w ich głosach jakąś nadzieję. Zmęczone i cierpiące twarze zdawały się mówić: może to kres tej bezsensownej woj­ny. Przekonałem się potem, i chyba nie tylko ja, że nie był to wymarzony koniec.
Na niewielkim obszarze naszej wsi istniał wówczas obóz „Baudienstu". Stanowiło go kilka drewnianych domów, w których mieszkali młodzi mężczyźni. Niemcy przywozili ich nie tylko z okolicznych wsi, ale z całego powiatu rzeszowskiego.
Obóz przestał istnieć, pozostały tylko opustoszałe domy. I nagle zjawił się czołg ra­dziecki. Ktoś poinformował żołnierzy radzieckich, że są tutaj nadal Niemcy. I nikt tego nie sprawdził. Zaczął strzelać na oślep. Wszystkie budynki w jednej chwili stanęły w płomieniach. Ale on strzelał dalej. Zaczęły palić się sąsiednie domy, w których mieszkali mieszkańcy naszej wsi. Wszyscy zaczęli uciekać, a każdy z nas był bezsilny. Pamiętam, zginęło wtedy dwoje kil­kuletnich dzieci, dwie siostry i ich babcia.
Dlaczego w naszych sercach tak szybko powstała nadzieja wolności, która zgasła w
mgnieniu oka? Myśleliśmy, że znów będzie wojna, głód, cierpienie i te niekończące się
ucieczki. I chociaż minęło już więcej niż pół wieku od tamtych wydarzeń, to ciągle mam w
pamięci obraz tych dni, których niepodobna wykreślić z pamięci. Nauczyłem się  więc z tym żyć, jak wielu moich rówieśników, którzy przeżyli razem ze mną ten okrutny czas.

MOJE WSPOMNIENIA Z OBOZU „BAUDIENST 3/105"  W ŚWIERCZOWIE

    W czasie okupacji Niemcy zbudowali obóz w Świerczowie z budynków przywiezionych z terenów wysiedlonych w pow. kolbuszowskim. Brama wjaz­dowa znajdowała się przy szosie po prawej stronie, gdy jedziemy w stronę Mielca. Na bramie widniał napis: „Baudienst 3/105". Obóz ten nazywano także lagrem, a przebywających w nich chłopców junakami.
    Do obozu pobierano przymusowo mężczyzn z roczników 1922-23-24-25. Początkowo trzeba było przepracować 6 miesięcy, później przedłużyli na 8, a w r. 1943 - na rok. Ilość ludzi w obozie - około 350. Cel obozu był taki, że inspektor zawierał umowy z firmą niemiecką Stiickel, która mieściła się w Cmolasie i prowadziła różne roboty, przeważnie budowy dróg, a my z kolei służyliśmy jako siła robocza przy kopaniu rowów, karczowaniu lasu, przy budowie kolejki wąskotorowej, która miała połączyć Mielec z Rudnikiem. Roboty te prowadzone były na terenach wsi Hadykówka, Poręby Dymar­skie, Kopcie, Wilcza Wola, Gwoździec, Jagodnik, Ostrowy, Przyłęk, Biesiad-ka. W Biesiadce znajdowała się druga taka firma pod nazwą Fischer. Sze­fem firmy Stiickel w Cmolasie był Niemiec, który nazywał się Bliimer.
    Żywność była bardzo marna, jeden chleb na ośmiu i to nie w każdy dzień, łyżka marmolady, często zupa z karpieli. O tym wyżywieniu było niemożli­wością żyć i pracować, żywność dostarczali rodzice lub zabieraliśmy z sobą, gdy nas puszczano do domów w sobotę po robocie i na niektóre niedziele za przepustkami. Przepustka nazywała się: „Urlopschein". Przepustki były ważne do poniedziałku do godziny 4.30. Na tę godzinę trzeba się było sta­wić, a także o tej godzinie była pobudka. Wydawaniem i odbieraniem prze­pustek zajmowali się forajbajterzy lub forberkierzy. W jedną z takich nie­dziel, na którą przyszedłem do domu w drugiej połowie 1943 r., zostałem wciągnięty do konspiracji AK przez Haracza Wojciecha. Po złożeniu przy­sięgi kazał mi wymyśleć lewe nazwisko, czyli pseudo. Podałem pseudo „Chrząszcz". Napomniał mnie, żeby nikomu o tym nie mówić, a jak zajdzie potrzeba iść na jakąś akcję, czy to do lasu, to zawiadomi. I nadal byłem w Świerczowie.
    Forajbajterzy, forberkierzy i wegmajstrowie byli Polakami. Otrzymywa­li lepsze wyżywienie, pieniądze, lepsze ubrania, okrągłe, siwe czapki. Na czapkach i rękawie nosili dystynkcje według ich stopnia i rządzili nami sza­rakami nieraz tak jak wyżej wspomniałem.
    Krasoń, Prokop, Draus i Brajter na robotę z nami nie chodzili. Zajmowa­li się administracją. Prowadzili ewidencję przeniesienia do innych obozów, wydawali przepustki i współpracowali najwięcej z Neissenem. Jeździli, wód­kę pili, gościli się razem. Brajter znał język niemiecki i był jego tłumaczem. Mieli także swoje biuro, które nazywało się „forajbarterka". Mieściła się ona niedaleko siedziby (bunkra) herr inspektora Neissena. Nadchodzi li­piec 1944 r. Zostaję wezwany na forajbarterkę. Gdy wszedłem tam, zasta­łem Krasonia i Brajtera. Brajter mówi do mnie: „Chrząszcz" siadajcie, chce­my z wami pomówić". Słowem „Chrząszcz" zostałem tak przestraszony i zaskoczony, że nie wiedziałem, co mówić i co robić. Byłem pewny, że w Wi­delce zostali  aresztowani organizatorzy i któryś mnie wydał. Dla mnie było nie do uwierzenia, że człowiek, który współpracował z Neissenem, tłumacz, może należeć do konspiracji. Brajter mówi dalej: „Selwa, nie bój się, to nie jest żaden podstęp. Należymy do jednakowej organizacji, zadanie nasze jest bić Niemców i z Neissenem wkrótce musimy się rozprawić za waszą krzyw­dę. Od tej chwili należysz pode mnie, zostaję dowódcą warty, a ty jesteś wartownikiem, a z Bauszteli jesteś zwolniony. Obozu bez mojego rozkazu nie wolno ci opuścić." Na koniec powiedział „buzia na kłódkę, możesz odejść". Jak się później okazało, słowa jego były prawdziwe, a pseudo moje zawę­drowało z Widełki do Świerczowa. Prawdopodobnie za pośrednictwem Ły-kusa, nauczyciela szkoły w Widelce, z którym się kontaktował Brajter. Na­stępny dzień płynie normalnie, pobudka, apel, śniadanie, pobranie sprzętu i wymarsz na Bausztelę.
Ja według rozkazu zostałem na miejscu. Następnie zbiórka warty na forajbajterce. Na zbiórce zobaczyłem kilku nowych ludzi. Ludzie ci prawdo­podobnie byli przysłani do pełnienia warty z Baudienstu z Rzeszowa, który się mieścił przy ul. Dąbrowskiego. Jak się prawdziwie nazywali i skąd po­chodzili, do dziś dnia nie wiem. Widziałam ich później w leśnej partyzantce w Porębach Kupieńskich. Na zbiórkę przyszedł Neissen i mówi do nas po niemiecku, a Brajter tłumaczył: „Jak nam wiadomo, nasz Baudienst jest oddalony od miasta, oddalone Baudiensty mogą zaatakować bandyci. Po­stanowiłem stworzyć wartę do obrony Baudienstu, na dowódcę warty mia­nuję forberkiera Brajtera. Za niewykonanie jego rozkazu czeka was kara śmierci". Jeszcze chwilę rozmawiali, ale Brajter nam już nie tłumaczył i odszedł. Mądremu i dumnemu Niemcowi (za jakich się mieli Niemcy) nie przyszło do głowy, że ma do czynienia nie z dowódcą warty, którego przed chwilą mianował, lecz z dowódcą partyzantki, przed którą się tak zabezpie­czał. Dalej zbiórkę prowadzą Brajter z Krasoniem. Mówią: „Na razie wartę będziecie trzymać bez broni, ale wkrótce otrzymacie broń". Do trzymania warty każdemu wyznaczyli swoje miejsce. W końcu zbiórki Brajter wycią­gnął dwoje nowych drelichowych spodni (zielonych) i spytał, kto mu może przyszyć na bokach dwie duże kieszenie. Ponieważ się znałem trochę na krawiectwie, podjąłem się to zrobić. Wyznaczył mi wielkość i miejsce kie­szeni. Kieszenie mu uszyłem u Smolenia w Świerczowie, bo tam była ma­szyna do szycia.

Pomimo że to byli koledzy, jednak prawdy nie mogłem powiedzieć, bo taki był rozkaz. Warta składała się z kilkunastu ludzi i trwa­ła krótko. Po trzech dniach pełnienia tej warty na wieczornym apelu Neis-sen głosi do wszystkich, którzy byli na zbiórce, a Brajter tłumaczy, żeby dobrze pracować, nie uciekać, bo jest pewne, że pobijemy bolszewików. Po upływie kilku dni, gdy wracali z Bauszteli, koło firmy Stiickla, gdzie prze­chodziło się 2 razy dziennie, przynieśli dobrą wiadomość, że firma Sztykel w Cmolasie, jak i firma Walter w Kolbuszowej wywożą się w pośpiechu na zachód. W tę noc nastąpiła masowa ucieczka z Baudienstu. W przyszłym dniu jeszcze wymarsz na Bausztelę, z Bauszteli już mało kto wraca. Znika­ją forbajterzy, ginie sprzęt, jednym słowem, obóz rozpada się. Tylko grupa wartownicza pozostaje w komplecie. W tym dniu wieczorem Neissen robi zbiórkę z wartą. Oświadcza, że jutro zdajemy broń i chwilowo Baudienst trzeba będzie opuścić dla wyrównania frontu, ale wkrótce się spotkamy, bo zwycięstwo jest po stronie niemieckiej.
    Po zbiórce, gdy robił się zmrok, Najzen, Prokop, Krasoń, Draus poszli na pożegnanie do leśniczówki, która stała przed lasem po lewej stronie w kie­runku Mielca. Brajter został na miejscu. Korzysta z nieobecności Neissena i uszkadza połączenia minowe, które miały służyć do obrony w razie napa­du na bunkier. Miny były zakopane wokół bunkra i od każdej szło połącze­nie tak, że każda oddzielnie mogła eksplodować z wewnątrz bunkra. Szyb­ko sprawdził wszystkie posterunki. Mówił, że gdyby Neissen podszedł do którego z wartowników i krzyczał „Hande hoch", nie należy podnosić rąk do góry, bo on takich ludzi uważa za tchórzy i może palnąć w łeb. Neissen w tę noc, jakby coś przeczuwał. Na pożegnaniu u leśniczego nie chciał pić wódki, nie odkładał pistoletu z ręki. Stałem na warcie obok bra­my wjazdowej przy szosie Mielec - Kolbuszowa i byłem pewny, że śmierć jego nastąpi u leśniczego lub w drodze. Jednak wszyscy wracają, nie byli tam długo, słyszę, że dochodzą do bramy wjazdowej, przy której stało dwóch wartowników, a obok dowódca warty Brajter. Neissen krzyczy „Hande hoch" i już uprzedzenia Brajtera się przydały. Brajter z nim pracował dłuższy czas i znał dobrze jego zagrania. Rąk nikt nie podnosił. Brajter, jako dowódca warty złożył mu meldunek w języku niemieckim.
    Następnie udali się wszyscy w stronę bunkra. Po pożegnaniu się z nimi Neissen poszedł spać do bunkra. W tę noc przyszło także kilku ludzi ze stenami i dołączyli do nas, skąd byli ci ludzie, też nie wiem.
    Akcję prowadzi Brajter. Daje rozkaz przecięcia telefonu łączącego Neis­sena z Kolbuszową. Zaraz po przecięciu około godziny 2400 podchodzą do bunkra: Krasoń, Draus, Prokop i Brajter na czele. Brajter krzyczy „Herr Inspektor, Banditen" i jeszcze kilka niemieckich słów, ale co oznaczały, nie wiem. Neissen wstał, ale drzwi wejściowych nie otworzył. Posypały się se­rie poprzez drewniane drzwi. Nastąpiła chwila ciszy i znów strzały. Od we­wnątrz bunkra strzałów nie było. Strzelali też przez okna. Za chwilę nastą­piła cisza, ale nie wiadomo było, czy Neissen został trafiony.
    Nazajutrz, gdy się zaczęło rozwidniać, podchodzą ci sami do drzwi wej­ściowych. Brajter ostrożnie odmyka drzwi, reszta ich stoi z automatami w pogotowiu do strzału. Gdy się drzwi otworzyły, okazuje się, że Neissen leży we krwi ubrany w spodenki i podkoszulek.
    Brajter rozkazuje zająć stanowiska w dwóch budynkach, które były naj­bliżej bramy wjazdowej. W szparach między drzewami poleca porobić otwo­ry, żeby można było oprzeć lufy karabinów. Część z nas wyszła na strych, porobili otwory, ażeby można z nich celnie ostrzelać bramę wjazdową. Łą­czą telefon, który w nocy został przecięty i dzwonią na gestapo do Kolbuszo­wej, że w nocy napadli partyzanci i zabili Herr Inspektora Neissena a werk-mistrzów silnie zbili.
    W tym dniu rano miał przyjechać niemiecki samochód z Rzeszowa z tak zwanej Haupszteli po inspektora i po broń, którą myśmy otrzymali i w po­gotowiu czekaliśmy na wjazd gestapo i samochodu z Haupszteli z Rzeszo­wa. Jednak nikt nie wjeżdżał. Gestapo prawdopodobnie oddzwoniło, że nie wiadomo, czy przyjadą, bo mają dużo roboty. Łapali ludzi z Kolbuszowej i wysyłali na wschód do okopów. Łączą się z Rzeszowem, z żoną Neissena, która była też Niemką, ażeby zaopiekowała się mężem, bo w nocy zabili go partyzanci. Nagle rozmowa urwała się. Jednak w tym dniu nikt nie przyje­chał. W godzinach popołudniowych odmykają magazyny z mundurami, któ­re były przeznaczone dla szarży. Znajdowały się tam nowe koszule, ubrania i obuwie. W magazynie ze sprzętem były piły, łopaty, siekiery itd. Część sprzętu i ubrań poszło do lasu do partyzantki. Resztę zabrali obywatele Świerczowa. Wiedziałem dobrze, że w moim domu jest marnie z odzieżą. Znajdowały się tylko zgrzebne ubrania i koszule, na które matka własno­ręcznie przędła płótno w porze zimowej. Poprosiłem Brajtera, by mi pozwo­lił zabrać z magazynu kilka koszul, jak i ubrań i dostarczyć do domu. Po­wiedziałem przy tym, że są tu moi koledzy, którzy przebywali przez te kilka dni na wiosce Świerczowie, czy nie mogliby z tego skorzystać.
    Powiedział: Należy się wam, bo wyście krwawo to odrobili". Dodał: „Ty masz się jutro zgłosić do lasu Poręby Kupieńskie (leśnictwo). Tam ma się znajdować nasz oddział". Zdałem broń, otrzymałem przepustkę, ale tym ra­zem już nie „Urlopszain" i udałem się z kolegami do domu.

1. Wspomnienia z artykułu pt. „Moje wspomnienia" ukazał się na łamach „Biuletynu [Mu­zeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej]" w 1969 r. (Nr 1-2, ss. 135 - 142).
2. Wspomnienia te napisał człowiek, który walczył potem w oddziałach partyzanckich, a następnie wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego.

SZKOŁA W ŚWIERCZOWIE
Ze sprawozdania Rady Gminnej z 1867 r. wynika, że w tej wsi istniał budynek szkolny o wartości 400 zł reńskich. W 1891 r. w budżecie tejże gminy jednostkowej zanotowano, że na budowę szkoły przeznaczono kwo­tę 46 zł reńskich i 61 et. Wówczas to we wsi o powierzchni 1.258 mórg 573 sążni mieszkało 356 dusz. Stały podatek płacony przez członków gminy i dwór wynosił rocznie 337 zł 37 et.
Z tych informacji źródłowych wynika, że szkółka w Świerczowie istnia­ła już na początku drugiej połowy XIX wieku. Od roku 1905 uczyła w tej szkole Waleria Stolarska urodzona w 1887 r.
Nauka odbywała się w budynku własnym, szkolnym, gdzie również było mieszkanie nauczycielek. W kwietniu roku 1917 podczas pożaru we wsi spalił się budynek szkoły z całym urządzeniem, skutkiem czego naucza­nie nie odbywało się już do końca roku 1917. Zajęcia szkolne zostały za­wieszone na kolejny rok szkolny, ponieważ nie znaleziono we wsi odpo­wiedniego budynku na szkołę. Od 1 września 1918 r. podtrzymana została jedynie nauka religii, a zajęcia odbywały się w prywatnym domu. Obecny budynek szkolny został wybudowany w 1922 roku z inicjatywy gminy i wsparciu wszystkich mieszkańców Świerczowa.
W Archiwum Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej przechowywa­na jest „Kronika szkoły" w której zanotowano min.:

13 X1923. Odbył się poranek poświęcony 150 rocznicy zgonu ks. Stanisła­wa Konarskiego i założenia Komisji Edukacyjnej Nauczycielek. Prace na grządce za szkółką - sadzono ziarnka jabłek, gruszek, pestki śli­wek.
3 III 1926. Umieszczono na ścianie szkoły nad głównym wejściem tablicę blaszaną z godłem państwa z napisem „Państwowa Szkoła Powrzechna"; wymalował ją malarz z Kolbuszowej. 15 XII 1926. Zrobiono płot naokoło szkoły.
1927. Rada Szkolna Powiatowa podarowała do biblioteki uczniowskiej 20 książek - biblioteka liczy już 75 tomików.
5IX1927. Dokonano wyboru przewodniczącego Rady Szkolnej Miejscowej w dniu 4 IX br. Poraź drugi przewodniczącym został Michał Fryc, a za­stępcą Stanisław Stobierski, członkiem Jan Stobierski zastępcami Józef Fryc i Andrzej Fryc.
3 IX1928. Zapisało się do szkoły 60 dzieci.
1929. Bardzo ostra zima -40 V. Przerwa w nauczniu z powodu tak silnego mrozu.

W latach 1944 - 1949 w szkole nauczała Klementyna Golis. W roku 1942 szkoła była jednoklasowa, murowana i własna. Grunt przyszkolny wynosił 1 mórg. W roku szkolnym 1949/50 szkoła była dwuizbowa a realizowała pro­gram pięciu klas. Uczyły w niej dwie nauczycielki Katarzyna Ziomek i Zofia Kazior. Z powodu małej ilości dzieci po roku zlikwidowano klasę piątą i zno­wu realizowała program czterech klas. Starsze dzieci uzupełniały podstawo­we wykształcenie w Szkole Podstawowej w Kolbuszowej Dolnej. W latach 1960 -1973 szkołą kierowała p. Alfreda Mytych. W1973 r. ta placówka oświa­towa uległa likwidacji. Życie szkoły w latach powojennych doskonale obrazu­ją zapisy umieszczone w kronice:
9 11956. Szkoła otrzymała „Dyplom" za współzawodnictwo w akcji spo­łecznego funduszu odbudowy stolicy za rok 1954. Dyplom ten zdobył I miej­sce na szczeblu powiatowym.
1956-1958. Przeprowadzono kapitalny remont szkoły: nowe okna i drzwi, nowy dach.
Rok szkolny 1970/71. Szkoła Uczy 29 dzieci i realizuje program czterech klas. Natomiast dzieci do klas V, VI, VII i VIII odeszły do szkoły w Kolbu­szowej Dolnej.We wrześniu szkoła otrzymała telefon.
W roku 1988 wznowiono nauczanie w budynku szkolnym jako Punkcie Filialnym w Swierczowie Szkoły Podstawowej w Kolbuszowej Dolnej. Stało się to za sprawą zaangażowania miejscowego społeczeństwa i przychylnością władz oświatowych, a szczególnie ówczesnego Inspektora Oświaty p. mgr Janiny Sito.
Mieszkańcy Swierczowa zachowali w pamięci wydarzenia integrujące społeczność lokalną. Wspominają, że w czasie tych kilkudziesięciu lat szkol­nych organizowano wiele uroczystości i przedstawień. Między innymi były to Jasełka, Święto Trzech Króli, Zielone Święta i uroczystość Świętego Mikołaja. W tym dniu wszystkie dzieci otrzymywały małą buteleczkę, kilka cukierków i dwa jabłka, a wójt szkolny otrzymywał flaszkę atramen­
tu do rozdziału między uczniami. Leniwym i niegrzecznym uczniom diabeł wytykał ich wady i wręczał kije.
W tej szkole często organizowano zabawy taneczne, teatrzyki, w których dzieci odgrywały  dstawienia, a widzami byli zaproszeni rodzice. Dochód przeznaczany był na cele tutejszej czytelni.
W latach 30-tych w dniu imienin Józefa Piłsudskiego przygotowywano także  przedstawienia na cześć marszałka. Kiedy 19 maja 1935 roku zmarł Józef Piłsudski, wywieszono państwową flagę opuszczoną do połowy masztu, przepasaną czarną wstę­gą, dzieci zaś nosiły żałobne opaski przez 6 tygodni.
Od 1988 r. w szkole w Świerczowie naukę prowadzono dla klas: zerowej, pierwszej, drugiej i trzeciej. Budynek szkolny posiadał zaledwie trzy klasy dla czterech oddziałów. W związku z tym katechezy odbywały się w prywatnym domu u pani Heleny Koń. Jest to zaledwie kilka kroków od budynku szkoły. Absolwenci szkoły mile wspominają katechezy z ks. Andrzejem Wanatem, który w cza­sie Wielkiego Postu zawoził uczniów do kościoła pod wezwaniem Wszyst­kich Świętych na nabożeństwa drogi krzyżowej. Mimo, że ks. Andrzej miał mały samochód, to i tak mieściło się
nawet do ośmiu osób. Każdy był tak uradowany, że nie skarżył się na brak miejsca. Po zakończonym nabożeńwał wszystkich słodyczami. Drugim katechetą był ks. Kazimierz Nawalaniec, który dużą uwagę zwracał na dyscyplinę. Ks. Kazimierz obecnie pra­cuje na misjach w Afryce. Przed likwidacją szkoły w 1999 r. funkcję kate­chety pełnił ks. Jan Reczek.
Od 1 września 1999 r. uległ likwidacji Punkt Filialny w Świerczowie z powodu małej ilości uczniów. Obecnie w budynku szkolnym odbywają się tylko zajęcia z grupą dzieci sześcioletnich, czyli pozostała tylko klasa ze­rowa.

Z DZIEJÓW OCHOTNICZEJ STRAŻY POŻARNEJ W ŚWIERCZOWIE
Ochotnicze Straże Pożarne należą do najstarszych, a zarazem do najbar­dziej zasłużonych organizacji społecznych. Rola jaką odgrywają, wynika nie tylko stąd, że skutecznie walczą z plagą pożarów, ale również dlatego, że speł­niają one wielorakie funkcje w działalności społecznej i kulturalno - oświato­wej.
Najstarszą na naszym terenie jest OSP Kolbuszowa, która powstała w 1872 roku. Wkrótce po niej powstały OSP Sokołów, Raniżów i Majdan Kró­lewski. W okresie międzywojennym na terenie obecnej gminy Kolbuszowa powstały: OSP w Widełkce, Kupnie, Kolbuszowej Górnej i Weryni.
Pozostałe 10 Ochotniczych Straży Pożarnych w gminie Kolbuszowa zosta­ło powołanych po drugiej wojnie światowej. W tej dziesiątce jako stosunkowo jedna z najmłodszych, jest Ochotnicza Straż Pożarna w Świerczowie, która została powołana do istnienia 17 grudnia 1965 roku.
W zebraniu organizacyjnym wziął udział Władysław Wilk, który jako pra­cownik Komendy Powiatowej z ramienia Związku Ochotniczych Straży Po­żarnych, miał za zadanie organizowanie OSP i udzielanie im pomocy. W tym czasie nie było jeszcze zawodowych straży pożarnych ani Państwowej Straży Pożarnej, a cała ochrona przeciwpożarowa opierała się na strażakach ochot­nikach. W Kolbuszowej byli płatni tylko kierowcy, którzy mieli dyżury w re­mizie i w razie pożaru na terenie powiatu włączali syrenę, zbiegali się straża­cy OSP Kolbuszowa i następował wyjazd do akcji gaśniczej.
Pierwszymi członkami - założycielami OSP w Świerczowie byli druhowie:
Kasak Franciszek, Noga Tadeusz, Kusik Stanisław, Karkut Tadeusz, Stobierski Karol, Posłuszny Jan, To­karz Józef, Fryc Mieczy­sław, Wróbel Stanisław, Krakowski Eugeniusz, Ci­sek Stanisław, Noga Józef, Fryc Jan, Madura Jan. sław, Gospodarzem - Tokarz Józef, Mechanikiem - Posłuszny Jan. W skład Komisji Rewizyjnej weszli Terlaga Józef, Madura Jan, Karkut Tadeusz.
Ochotnicza Straż Pożarna w Świerczowie pierwszą swoją siedzibę miała w Domu Gromadzkim. Był to budynek drewniany z dużą salą przeznaczoną na świetlicę oraz dwie mniejsze, z których jedna przeznaczona była na zaple­cze świetlicy, druga natomiast na magazyn sprzętu gaśniczego. Początkowo jednostka nie posiadała żadnego sprzętu, dopiero w roku 1967 od Ochotni­czej Straży Pożarnej w Nowej Wsi otrzymała pierwszą motopompę M-200. Była to mała motopompa z silnikiem chłodzonym powietrzem, tłocząca 200 litrów wody na minutę. Węże zaś otrzymała z Komendy Powiatowej Straży Pożarnych w Kolbuszowej. Należy tutaj przypomnieć, że mimo powołania w 1972 roku w siedzibach powiatów, zawodowych straży pożarnych na bazie OSP, to Komendy Powiatowe Straży Pożarnych nadal zaopatrywały w sprzęt, umundurowanie, wyposażenie osobiste, motopompy, a także, chociaż rzadko, w samochody. W Komendzie Powiatowej Straży Pożarnych ochotnicy otrzy­mywali paliwo, natomiast kierowcy OSP byli opłacani. Stan ten trwał do roku 1991, kiedy to na mocy ustawy z dnia 24 sierpnia 1991 r. powstała Państwowa Straż Pożarna, a Ochotnicze Straże Pożarne przeszły na budżet samorządów lokalnych i taki stan trwa do chwili obecnej.
Wracając do dziejów OSP w Świerczowie to w roku 1970 Komenda Powia­towa Straży Pożarnych w Kolbuszowej przydzieliła motopompę W-800 PO-3, która jest na wyposażeniu jednostki do dnia dzisiejszego, jak również nowe węże ssawne i pewną ilość węży tłocznych. W tym czasie komendantem powiatowym straży pożarnych był Józef Bieleń, który w okresie później­szym zastąpiony został przez majora Bronisława Guta.
Prezesem OSP Świerczów w roku 1976 był Karol Stobierski, który peł­nił tę funkcję do roku 1985, kiedy to wybrany został nowym prezesem Tadeusz Noga, pełniący tę funkcję do dnia dzisiejszego. Naczelnikiem w tym czasie był Stani­sław Kusik, a w latachl 1989 - 1995 Jan Fryc, natomiast w roku 1995 na to sta­nowisko wybrany został druh Tadeusz  Czachor i piastuje je do dnia dzisiejszego.


NADLEŚNICTWO KOLBUSZOWA

    W Świerczowie znajduje się siedziba Nadleśnictwa Kolbuszowa pro­wadzącego gospodarkę leśną na powierzchni 9,1 tys. ha i mający nadzór nad lasami prywatnymi o powierzchni 6 tys. ha. W obecnych granicach zostało utworzone w roku 1973 jako jedno duże, w którego skład weszły dwa byłe Nadleśnictwo Kolbuszowa i byłe Nadleśnictwo Morgi. Zostały one utworzone w 1946 roku. W całości położone jest na terenie woje­wództwa podkarpackiego. Lasy Państwowe Nadleśnictwa rozciągają się na długości 17 kilometrów w kierunku północ- południe i 35 kilometrów w kierunku wschód-zachód. Wśród gatunków drzewiastych największą powierzchnię zajmuje sosna zwyczajna około 75 %, brzoza i olcha po oko­ło 6 %, dąb i buk po około 4%. Można również spotkać takie gatunki drzew jak lipa drobnolistna i szerokolistna, klon jawor i zwyczajny, wiąz szypułkowy, grab zwyczajny, topole osikę, jesiona wyniosłego. Część la­sów leży w granicach dwóch Obszarów Chronionego Krajobrazu Mielecko-Kolbuszowsko-Głogowskiego i Sokołowsko-Wilczowolskiego. Na tere­nie Nadleśnictwa Kolbuszowa znajduje się wiele rzadkich i chronionych roślin i zwierząt. Do najciekawszych osobliwości przyrody zaliczyć można wawrzynka wilczełyko i główkowego, długosza królewskiego, storczy­ka szerokolistnego, grzybienia białego, widłaka spłaszczonego, śnieżyczkę przebiśnieg, przylaszczkę pospolitą, bociana czarnego, orła bielika, rybołowa i bobra europejskiego. W lasach tych znajdują się zwierzęta łowne takie jak dzik, jeleń, sarna, lis, zając i kuna. Gospodarką łowiecką zajmuje się 5 kół łowieckich. Całość lasów zostało zaliczonych do lasów ochronnych: uszkodzonych na skutek działalności przemysłowej i wodochronnych. Obszar Nadleśnictwa Kolbuszowa został podzielony na 14 Leśnictw.
W Świerczowie znajduje się szkółka leśna. Zlokalizowano ją tylko w odległości 300 metrów od biura Nadleśnictwa Kolbu­szowa. Po pełnej analizie warunków środowiskowych okolicznych terenów zdecy­dowano się ją założyć w ak­tualnym miejscu. Prace roz­poczęto w 1987 roku zakła­dając pierwszą kwaterę.  W szkółce produku­je się bardzo dobrej jakości sadzonki drzew i krzewów służących do od­nowienia lasów i zalesiania nowych gruntów. Hodowane są głównie tutaj następujące sadzonki: sosny zwyczajnej, dęba szypułkowego, świerka zwyczajnego, brzozy brodawkowatej, olchy czarnej, modrzewia zwyczaj­nego i wielu innych. Z szkółki korzystają również prywatni odbiorcy, któ­rzy mogą nabywać sadzonki drzew i krzewów. Znajdują się tutaj też zma­gazynowane substraty organiczne, które służą do nawożenia organicz­nego. Nawożenie organiczne kompostami oraz znikome ilości zabiegów chemicznych to podstawowe założenia ekologicznej produkcji szkółkar­skiej. Całością prac kieruje doświadczony leśniczy szkółkarz Witold Wrzask.
Z inicjatywy leśników w 1998 roku wybudowano tutaj kapliczkę, w której umieszczono obraz Matki Boskiej Leśnej. Został on podarowany leśnikom przez proboszcza tutejszej parafii św. Brata Alberta ks. Jana Pępka. Kapliczka jest miejscem modlitwy i odpoczynku dla leśników, ludzi pracujących w lesie, myśliwych, turystów i innych wiernych.

KOŁO ŁOWIECKIE „DARZ BÓR" W ŚWIERCZOWIE

        Łowiectwo jest zajęciem, któremu człowiek oddaje się od najdawniej­szych czasów. Ten pierwotny sposób zdobywania pożywienia, w długim rozwoju ludzkości, staje się z czasem całą sferą życia, szeroką i odrębną, określoną przesądami, wierzeniami, tradycją, prawem zwyczajowym i sta­nowionym, a nawet specyficznym Językiem łowieckim". Mimo wszelkich zmian - którym podlega wraz z przemianami środowiska naturalnego i rozwojem cywilizacji - zachowuje łowiectwo pewien zespół niezmiennych w swej istocie cech, wykształconych w tej specyficznej relacji człowieka z otaczającą go przyrodą. Jednocześnie zmiennym jest samo postrzeganie łowiectwa, w którym z czasem odnajduje się coraz więcej znaczeń. Jest to tym lepiej widoczne im bardziej zanika jego rola, jako tylko jednego z pod­stawowych środków pozyskiwania mięsa dla zaspokojenia głodu i skór dla ochrony przed zimnem. Widać dobrze tą prawidłowość w krajach takich jak Polska, gdzie łowiectwo ma długie i bogate dziejów.
        Współczesne łowiectwo w sferze organizacji, celów i zasad funkcjono­wania, a także obyczajowości, jest kontynuatorem powstających od poło­wy XIX wieku pierwszych łowieckich stowarzyszeń. Także i w tym zakre­sie, najwięcej swobody mieli Polacy w zaborze austriackim. W 1862 roku zawiązuje się „Miejskie Towarzystwo Myśliwskie" we Lwowie, a później podobne stowarzyszenia w innych miejscowościach. „Towarzystwo Łowiec­kie Kolbuszowskie", powołane z inicjatywy Czesława Kozłowieckiego z Huty Komorowskiej, rozpoczęło działalność w 1881 roku. Organizacją, która objęła swoim działaniem teren całego zaboru austriackiego było „Galicyjskie Towarzystwo Łowieckie". W Kolbuszowej, przed I wojną świa­tową, jego „niestrudzonym delegatem" był starosta dr Karol Matyas.
        Po odzyskaniu niepodległości „Galicyjskie Towarzystwo Myśliwych" przemianowało się na „Małopolskie Towarzystwo Myśliwych". W nowej sytuacji otworzyła się też możliwość powołania ogólnopolskiego stowarzy­szenia łowieckiego. W 1923 roku utworzono w Warszawie „Centralny Zwią­zek Polskich Stowarzyszeń Łowieckich", który w 1929 roku przekształcił się w „Polski Związek Stowarzyszeń Łowieckich". Delegatami PZSŁ na powiat kolbuszowski byli: Franciszek Dudek z Turzy i hr. Jerzy Tyszkie­wicz z Weryni. W wyniku kolejnej reorganizacji, która nastąpiła w 1936 roku, powstaje „Polski Związek Łowiecki". Łowczym powiatowym w Kol­buszowej, do 1939 roku, był hr. Jerzy Tyszkiewicz, a sekretarzem Edward Gałuszko.
        Druga wojna światowa była dla łowiectwa katastrofą. Działania wo­jenne i pięcioletnia okupacja zniszczyły łowiska, a wielu myśliwych zginę­ło w walce lub w wyniku represji okupantów. Zmiany ustrojowe i politycz­ne, jakie nastąpiły po 1944 roku zmieniły radykalnie warunki w jakich przyszło się organizować łowiectwu na nowo. Doświadczyli tego także myśliwi z powiatu kolbuszowskiego, którzy na zebraniu organizacyjnym 5 stycznia 1947 roku postanowili powołać Towarzystwo Myśliwych „Knieja" z siedzibą w Kolbuszowej. Członkowie założyciele i zgłaszający akces zo­stali skrupulatnie „zweryfikowani" przez Powiatowy Urząd Bezpieczeń­stwa Publicznego. Po rejestracji, która nastąpiła dopiero 6 czerwca 1949 roku, Towarzystwo liczyło tylko 19 członków, z których 9 należało Stron­nictwa Ludowego, 7 do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a zaledwie 3 było bezpartyjnych. W kolejnych reorganizacjach Towarzystwo zmie­niło nazwę na Koło Łowieckie „Ostęp", a następnie na trwającą do dzisiaj - Koło Łowieckie „Borek" w Kolbuszowej.
        Powstanie Koła Łowieckiego „Darz Bór" nastąpiło w okolicznościach bardzo charakterystycznych dla panujących w tym czasie stosunków. Na początku lat sześćdziesiątych, przeważająca część łowisk powiatu kolbu­szowskiego znajdowała się w dzierżawie kół łowieckich mających swoje siedziby poza jego obszarem. Dla powiatowych władz administracyjnych i łowieckich, a zwłaszcza dla środowiska miejscowych myśliwych była to sytuacja nienaturalna i bulwersująca. Szczególne zaniepokojenie budził bardzo zły stan łowisk dzierżawionych przez Koło Wojskowe z Nowej Dęby. Dewastacja wojskowych obwodów łowieckich była zresztą w tym czasie zjawiskiem dosyć powszechnym w całym kraju. Na początku lat pięćdzie­siątych zaledwie co trzeci polujący wojskowy był zrzeszony w Polskim Związku Łowieckim. W takiej sytuacji nie mogło być mowy o żadnej racjo­nalnej gospodarce łowieckiej na podległych wojsku obszarach.
Naturalnym pretendentem do ewentualnego przejęcia dzierżawio­nego przez wojskowych z Dęby obwodu mogło być Koło Łowieckie „Borek" z Kolbuszowej, które było dosyć liczne i posiadało stosunkowo niewielkie obszary łowne. Rozwiązanie takie miało także i słabe strony ponieważ w perspektywie rysowała się możliwość uzyskania nowych obszarów łowiec­kich, po podziale obwodu nr 81 dzierżawionego przez Koło „Knieja" z Maj­danu Królewskiego. Dla Koła „Borek" było by to za dużo, natomiast łącz­nie wymienione tereny mogły stać się zupełnie pewną i realną podstawą istnienia nowego koła łowieckiego. Mogło ono zresztą przejąć część, nad­miernej, jak sądzono, liczby członków kolbuszowskiego Koła.
Inicjatorami i realizatorami takiego rozwiązania byli Tadeusz Bu­czyński, sekretarz Komitetu Powiatowego PZPR w Kolbuszowej i Włady­sław Orlewski, nadleśniczy, zresztą członek Koła Łowieckiego „Borek". W tamtych czasach ludzie o mniejszej „sile przebicia" i o mniejszych konek­sjach raczej nie mogli marzyć o powodzeniu takiego przedsięwzięcia. Po długich zabiegach w Ministerstwie Obrony Narodowej i u dowództwa gar­nizonu w Nowej Dębie, po konsultacjach z władzami łowieckimi i admini­stracyjnymi województwa rzeszowskiego - uzyskano zgodę na organizację nowego koła łowieckiego. Jednym z argumentów, jakiego używano w roz­mowach był ściśle zawodowy, gwarantujący wysoką jakość pracy charak­ter koła, które miało być stworzone przez leśników. W realiach Polski Lu­dowej nie był to oczywiście precedens. Działające w powiecie kolbuszow-skim koła, miały także swoje „klasowo-zawodowe" określenia: Koło „Bo­rek" - urzędniczo-chłopskie, „Sokół" - chłopskie, „Knieja" - robotniczo-chłop-skie, „Towarzystwo Myśliwych" - urzędnicze. Istnienie takich etykiet, jak można przypuszczać, wcale nie musiało odpowiadać zmiennej przecież rze­czywistości. 6 grudnia 1963 roku odbyło się zebranie organizacyjne „odnośnie założenia koła łowieckiego przy Nadleśnictwie Państwowym w Kolbuszo­wej". Zebrani ustalili nazwę koła - „Darz Bór", a następnie zapoznali się ze statutem i złożyli w nim swoje podpisy. Członkami założycielami byli: Władysław Orlewski, Kazimierz Hanus, Tadeusz Broniek, Kazimierz Sty-ga, Tadeusz Posłuszny, Piotr Wit, Jan Fryc, Władysław Marut i Tadeusz Buczyński. W dalszej kolejności wybrano pierwszy Zarząd, w którego skład weszli: Władysław Orlewski jako przewodniczący koła, Tadeusz Broniek jako łowczy, Tadeusz Posłuszny jako sekretarz i Jan Fryc jako skarbnik koła.
Już 10 grudnia 1963 Powiatowa Rada Łowiecka w Kolbuszowej poin­formowała Zarząd Wojewódzki Polskiego Związku Łowieckiego w Rzeszo­wie o przyjęciu do Zrzeszenia nowo utworzonego Koła Łowieckiego „Darz Bór" w Świerczowie. Pod tą samą datą wpłynął wniosek o rejestrację do Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Kolbuszowej. Tam też, 6 stycznia 1964 roku, nastąpił wpis do rejestru kół łowieckich pod pozycją 4. Koło Łowieckie ze Świerczowa zostało zare­jestrowane pod nazwą „Darz Bór", a więc w pisowni rozłącznej tego popu­larnego zawołania myśliwych i leśników. Utrwaliła się w ten sposób forma pisowni (zresztą stosowana sporadycznie w czasopiśmiennictwie łowiec­kim), która jednak nie jest i nie była dopuszczana, nawet jako oboczność, zarówno w słownikach języka polskiego jak i w „Słowniku języka łowiec­kiego" Stanisława Hoppego z 1951 roku.
    W początkowym okresie istnienia Koła, prawie wszyscy jego członko­wie byli leśnikami. Z dziewięciu założycieli, tylko Tadeusz Buczyński nie należał do tego zawodu. Do końca 1964 roku, czyli w zasadzie jeszcze w okresie organizacyjnym, wstąpiło trzech kolejnych członków: Józef Zie­miański, kierownik Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Powiato­wej Rady Narodowej, który z racji pełnienia tej funkcji zawierał z Kołem umowę na dzierżawę obwodów łowieckich, Władysław Jachyra, pracow­nik Komitetu Powiatowego PZPR i Władysław Draus, leśnik z Porąb Dy­marskich. Tak więc wśród dwunastu myśliwych Koła, dziewięciu było le­śnikami, jeden pracownikiem administracji powiatowej, a dwóch funkcjo­nariuszami aparatu PZPR. W latach następnych, wstępujący do Koła re­prezentowali bardziej zróżnicowane zawody.
    Z czasem przynależność do grupy myśliwych zaczęła coraz bardziej wy­nikać z motywacji, która sprawia, że poszczególni ludzi decydują się po­święcić tak wiele wolnego czasu i tak wiele pracy sprawom łowiectwa. To zaangażowanie nie wynika z żadnych zewnętrznych i obiektywnych wa­runków, nie zależy, bądź niewiele ma wspólnego z wykształceniem, wie­kiem, statusem materialnym czy zawodowym. Wewnętrzna potrzeba kie­rująca ludzi do łowiectwa, ma swoje źródła gdzieś w najdalszych począt­kach naszych dziejów.


LITERATURA DO DZIEJÓW ŚWIERCZOWA
  1. Arian R. s., O siostrach zakonnych z naszej parafii, „Wspólnota Serca", Nr 3 (1997), s.12.
  2. Bardan J., Koło Łowieckie „Darz Bór" w Świerczowie 1963 - 1999, Kol­buszowa 2000.
  3. Dekret erygowania parafii pw. św. Brata Alberta w Kolbuszowej, „Zwia­stowanie", Nr 4 (1996), ss. 33 - 34.
  4. Drżał M., Historia mojej miejscowości - Świerczów, „Przegląd Kolbu-szowski", Nr 28 (1994), s. 8.
  5. Dudzińska H., Dawni właściciele Kolbuszowej, „Przegląd Kolbuszow-ski" , Nr 83 (1999), s. 8; Nr 84 (1999), s. 10; Nr 85 (1999), s. 8 - 9; Nr 86 (1999), s. 2; Nr 87 (2000), s. 6; Nr 88 (2000), s.4; Nr 89 (2000),s. 4; Nr 90 (2000),s. 4; Nr 91 (2000),s. 4.
  6. Dudzińska H., Właściciele Kolbuszowej. Marcin Jerzy książę Lubomir­ski, „Przegląd Kolbuszowski", Nr 80, s. 9.
  7. Godlewski Ł., Historia podziemia konspiracyjnego Armii Krajowej -Ob­wód Kolbuszowa, kryptonim „Kefir", „Rocznik Kolbuszowski", Nr 4 (1994 - 2000), ss. 19 - 38.
  8. -    Historia powstania parafii i kronika prac budowlanych nowego kościo-
  9. . ła, „Wspólnota Serca", Nr 3 (1997), ss. 4-7.
  10. Hyziak K. ks., Jubileusz myśliwych w Cmolasie, „W blasku Przemienie­nia", Nr specjalny (2000), s. 10.
  11. Kania — Dziedzic B., Rozwój osadnictwa w dorzeczu Przyrwy do końca XVIII wieku, mps w zbiorach Biblioteki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie, Rzeszów 2000
  12. Mytych T., Pamiętnik. Zapiski żołnierza Armii Krajowej obwodu „Ke­fir", Kolbuszowa 1991.
  13. Piórek M., Polityka okupanta hitlerowskiego w stosunku do społeczeń­stwa polskiego w powiecie kolbuszowskim w latach 1939 - 1944, „Rocz­nik Kolbuszowski", Nr 3 (1988 - 1993), ss. 225 - 239.
  14. Piórek M., Szkoła w Świerczowie, „Korso", Nr 23 (1999), s. 8.
  15. Piórek M., Właściciele ziemscy Weryni, Kolbuszowej i okolic w przeszło­ści historycznej, „Rocznik Kolbuszowski", Nr 1 (1986), ss. 23 - 38.
  16. Półć- wiartek J., Majętność kolbuszowska w XVI - XIX wieku - rozle­głość i gospodarka dworska, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedago­gicznej w Rzeszowie", Z. 28 (1998), ss. 73 - 108.
  17. Pustelak D., Właściciele majętności kolbuszowskiej (do 1944 r), „Zeszy­ty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie", Z. 28 (1998), ss. 209 - 222.
  18. Selwa J., Moje wspomnienia, „Biuletyn [Muzeum Regionalnego w Kol­buszowej]", Nr 1 - 2 (1969), ss. 135 - 142.
  19. Skowroński K., Gdy Kolbuszowa stała się stolicą powiatu, „Biuletyn [Mu­zeum Regionalnego w Kolbuszowej]", Nr 9 (1967), ss. 126 - 179.
  20. Skowroński K., Jak to pan Kolbuszowej theatrum dawał (i z siebie) i bawił w Warszawie, „Biuletyn [Muzeum Regionalnego w Kolbuszowej]", Nr 1 (1965), ss. 75-146.
  21. Skowroński K., Kolbuszowa w sześć- setlecie osady i trzechsetlecie miasta (szkic), „Biuletyn [Muzeum Regionalnego w Kolbuszowej]", Nr 1 (1961), ss. 5 -25.
  22. Skowroński K.,Kolbuszówskie„przytumki"-nazwiska iprzydomki, „Biu­letyn [Muzeum Regionalnego w Kolbuszowej]", Nr 1 (1966), ss. 70 - 96.
  23. Skowroński K., Nad mapą kolbuszowskiegopowiatu..., „Biuletyn [Mu­zeum Regionalnego w Kolbuszowej]", Nr 2 (1961), ss. 20 - 36.
  24. Skowroński K., Niwiska - osada wśród lasów (w 400 - lecie założenia), „Biuletyn [Muzeum Regionalnego w Kolbuszowej]", Nr 1 (1965), ss. 147 -182.
  25. Skowroński M., Kolbuszowa i okolice, Warszawa 1964.
  26. Skowroński M., Kolbuszowa. Krótki zarys dziejów, dodatek do „Ziemi Kolbuszowskiej", [Kolbuszowa 1999 -].
  27. Skowroński M., Powiat kolbuszowski, bmw 2000.
  28. Sprawozdania z czynności Rady Powiatowej Kolbuszowskiej za okres czasu od 22 września 1867 do 22 września 1892, Kraków 1892.
  29. Świerczów, w: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych kra­jów słowiańskich, red. B. Chlebowski i W. Wałecki, t. XI, Warszawa 1890.
  30. Zabierowski S., Pustków. Hitlerowskie obozy wyniszczenia w służbie po­ligonu SS, Rzeszów 1981.

Powyższy tekst opracowano za zezwoleniem ks. Sławomira Zycha, który jest redaktorem:

 "BIBLIOTECZKA „WSPÓLNOTY SERCA" Nr 2 Świerczów Szkice z dziejów Wsi pod redakcją ks. Sławomira Zycha, Kolbuszowa 2000"

za co serdecznie dziękuję.


Zapraszam do przeczytania bogato ilustrowanej publikacji drukowanej. Powyższy tekst zawiera jedynie streszczenie Publikacji.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj, miło nam, że tu gościsz:)

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Wszystkie zamieszczone na tej stronie zdjęcia oraz teksty są autorstwa Koła Gospodyń Wiejskich w Świerczowie lub posiadamy zgodę na ich publikacje oraz zamieszczamy o tym informacje pod postem.

Zanim skopiujesz ZAPYTAJ O ZGODĘ. Ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.